piątek, 5 października 2012

13. Czarna dziura

Było już grupo po północy, gdy Aleks zaparkował pod domem Sandry. Wyłączył silnik i światła. Na ulicy latarnie świeciły na jasny, żółty kolor. W samochodzie panował jedynie bezpieczny dla obojga półmrok. Dziewczyna patrzyła bezmyślnie przez okno, zastanawiając się nad tym, co powiedział jej Stelmach kilka godzin wcześniej. O Franku i o niej. Przede wszystkim jednak o tym, że może liczyć jedynie na jego przyjaźń. Dobrze wiedziała, że to było zamierzone i miał w tym swój cel. Być może chciał w niej wzbudzić wątpliwości. To akurat doskonale Aleksowi się udało.
– Sandra? – W jego głosie usłyszała odrobinę troski. Później stwierdziła, że na pewno jej się tylko wydawało. – Jesteśmy na miejscu.

– Zauważyłam. Nie jestem małą dziewczynką – odpowiedziała ostro. Nadal nie wysiadała, on jednak nie naciskał, aby to zrobiła. Odpiął pasy i rozłożył się na fotelu, opierając głowę o zagłówek. Posłała mu ciekawskie spojrzenie, ale gdy to tylko dostrzegł, znowu zaczęła się wpatrywać w dobrze już jej znaną okolicę i nieliczne przejeżdżające samochody.
Aleks zaciskał dłonie na kierownicy, później schował je do kieszeni. Nie odzywał się, nie patrzył na nią. Udawanie obojętności bardzo ją zdenerwowało, miała ochotę mu powiedzieć coś do słuchu. Powstrzymała się w ostatniej chwili, zaciskając mocno szczęki, aż poczuła lekki ból. Sandra spoglądała na niego przelotnie. Gdy nie reagował, nonszalancko oparła stopy o drzwi schowka przed nią, zjeżdżając całym ciałem w dół i opierając się potylicą i karkiem w połowie wysokości fotela.
Stwierdziła, że to był całkiem przyjemny wieczór, a na pewno jego część. Zaraz po tym, gdy podał jej gorącą, pachnącą kawę, przyssała się do kubka i delektowała smakiem. Skupiła się na jej cudownym aromacie. Na kolacje zjedli kanapki z wszystkim, co Aleks miał w lodówce, łącznie z oliwkami i ostrą papryką. Nie dosyć, że były smaczne, to miała mnóstwo frajdy w ich przygotowywaniu. Dobrze się bawiła, układając kawałki warzyw w obrazy. Przy okazji przeszukała część szafek, pod pretekstem znalezienia kolejnego składnika. W jednej z nich znalazła słodkie, czerwone wino. I choć Stelmach nie był przychylny temu pomysłowi, opróżniła w ciągu całego wieczoru pół butelki, rozluźniając się i zapominając (prawie) o wszystkim.
– Porozmawiajmy o czymś poważnym – powiedziała w pewnym momencie, gdy siedzieli już w jednym z pokoi. Siliła się wtedy na poważny ton, jednak alkohol działał na tyle skutecznie, że zaczęła się od razu śmiać. Aleks spojrzał na nią protekcjonalnie, ale gdy nagły wybuch śmiechu nie ustawał, kąciki jego ust uniosły się nieco w delikatnym uśmiechu.
– Czy wiesz, że czas płynie wolniej w pobliżu obiektów o dużej masie? – zapytał, nagle przestała się śmiać. Jej spojrzenie wyrażało czystą ciekawość. Nie czekał na jej odpowiedź, zauważył, że nie ma pojęcia, o czym mówi, dlatego kontynuował: – Gdybyś miała siostrę bliźniaczkę i ona zostałaby złapana przez pole grawitacyjne czarnej dziury, nie zestarzałaby się tak szybko, jak ty. – Gdy skończył, nadal się nie odzywała. Patrzyli na siebie, Sandra uśmiechała się lekko i nie zastanawiała się specjalnie, co tak naprawdę chciał jej przekazać. Po prostu mogła bez skrępowania patrzeć w jego oczy. Jego tęczówki miały ciemniejszy kolor niż zwykle. – Nie wiem czy to prawda, nie byłem specjalnie dobry z fizyki.
– Z fizyki, no tak. – Skrzywiła się lekko. – Wolałam historię – skłamała. Nie mógł wiedzieć, że przedmioty ścisłe nie były jej piętą Achillesową, dlatego zdecydowanie wolała, aby to, co łączy ją z Aleksem było mniej fizyczne, a bardziej… chemiczne. Nie wierzyła, że on nie wyczuwa tej chemii, która gdzieś towarzyszyła im od samego początku. Miała ogromną nadzieję, że ich ostatni pocałunek nie był tylko czystą fizyką albo raczej jego biologicznym popędem. Chciała zdecydowanie czegoś więcej, nie tylko ciała, ale również jego duszę.
Później wszystko układało się w jedną piękną całość. Taką, która naprawdę pozwoliłaby jej uwierzyć w szczere intencje towarzyszącego jej tego dnia młodego mężczyzny. Aleks wydawał się do szpiku kości normalny, wesoły i rozgadany. Wcześniej tego nie zauważyła, bo ciągle tylko ze sobą walczyli. Wiedziała, że w końcu znowu zaczną, to ją bardzo smuciło, bo w tamtym momencie byli sobie bliżsi niż kiedykolwiek wcześniej.
Wino znikało z jej kieliszka bardzo powoli. Zdążyła polubić smak trunku. Działanie alkoholu okazało się, zbawienne na jej zszargane nerwy. Udało jej się odrobinę sobie odpuścić i nie myśleć o rzeczach, które ostatnio zaprzątały jej głowę. Beznadziejna romantyczna komedia rozśmieszyła ją do łez i w momencie, gdy miała powiedzieć, że zakończenie było urocze, usłyszała z ust Stelmacha słowa, które mógł sobie podarować:
– Twój ukochany chyba już nie przyjedzie.
Nie było w tym zdaniu kpiny czy ironii. Tak naprawdę nie wiedziała, co mógł mieć w tamtym momencie na myśli. Nie potrafiła wyczuć jego intencji. Stwierdził fakt? Sandra nie spodziewała się, aby Franek w ogóle przyjechał tego wieczoru do mieszkania przy ulicy Matejki. Może martwił się o nią? Raczej było to bardzo mało prawdopodobne, a jeśli nawet, to wybrał sposób najgorszy z możliwych. W trakcie filmu wracały do niej myśli o rozmowie, która musiała w końcu nastąpić, jednak wspomnienie o tym, wypowiedzenie tych słów na głos sprawiło, że czuła się, jakby nawet alkohol wyparował w jednym momencie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie skomentowała jednak tego, że takim zdaniem spartaczył wszystko, atmosferę, którą budowali przez cały wieczór.
Takim chciał być przyjacielem? Takim, który w pewnym momencie musi dać jej do zrozumienia, że jest zazdrosny i nie zbudują normalnej relacji, nigdy. Bardzo nie chciała, aby traktował ją tylko jako fizyczną zdobycz. Nie była pewna jego uczuć, nie wiedziała, czy on w ogóle coś czuje. Jednak pocałował ją i to było coś więcej. To przekonanie żyło bardzo głęboko w jej sercu. W tym upatrywała swojej nadziei i właśnie to uczucie było coraz silniejsze.
Później zapytała, czy może ją odwieźć i od tamtej pory nie odezwała się do niego ani słowem.
Siedzieli tak w aucie może dwie minuty, jednak czas dłużył się, jakby zwolnił. Pomiędzy Sandrą i Aleksem była ogromna czarna dziura. Jej wielkie i silne pole grawitacyjne zasysało wszystko: przelotne spojrzenia, nerwowe ruchy, każde uczucie i chęć dobrej woli. Dlatego czas płyną wolniej, znikał w otchłani. Czysta fizyka. Pomyślała o tym, że skoro jednak znika, to musiało wcześniej być. To wszystko istniało, tylko przez tę cholerną czarną dziurę ginęło i nie powracało. Jednak oni żyją dalej, obok swoich uczuć wciąganych w bezkresną otchłań.
Gdyby tylko nie przywdział maski obojętności, dostrzegłby to rosnące napięcie w dziewczynie siedzącej obok i modlącej się o cud.
Żaden cud nie nastąpił.
Opuściła samochód bez słowa i zanim otworzyła drzwi do domu, odjechał. Przekraczając próg, Sandra poczuła kolejny ciężar. Jeden z nich musi zrzucić jak najszybciej.
Wkroczyła do kuchni, wyciągając przy okazji telefon z kieszeni spodni. Chciała natychmiast zadzwonić do Franka, zupełnie ignorując fakt, że było już późno. Powinna zaczekać do rana, jednak stwierdziła, że i tak tę rozmowę przekłada w czasie zbyt długo. Spojrzała niepewnie na wyświetlacz, odszukała jego numer i wtedy zawahała się na ułamek sekundy. Kciukiem jednak szybko przycisnęła odpowiedni klawisz na klawiaturze, aby nie móc się wycofać.
Słyszała kolejne sygnały. Zwątpiła nawet czy w ogóle odbierze. W końcu jednak usłyszała jego głos.
– Sandra? Chciałem zadzwonić do ciebie rano – powiedział, zanim ona zaczęła.
– Rychło w czas – wycedziła przez zęby. – Musimy się spotkać.
– Teraz? – Nie krył zdziwienia. Sandra usłyszała głosy gdzieś w tle, a dokładnie jeden, kobiecy.
– Kto jest z tobą? – zapytała szorstko, ale i z przejęciem. Zanim pozwoliła mu odpowiedzieć, kontynuowała: – Jutro. Gdzieś w mieście. Napiszę jeszcze dokładnie. O czwartej, pasuje?
– Tak, pasuje – zawahał się. – Powiedz, ty się dobrze czujesz?
Nie odpowiedziała, natychmiast się rozłączyła. Rzuciła telefon na stół. W całym pomieszczeniu rozległ się głuchy dźwięk.
– Oczywiście, że nie czuję się dobrze – powiedziała już do siebie ze wściekłością.
Zaraz po tym dostrzegła stojącą w progu matkę. Widocznie dla niej również nie było jeszcze tak późno. Sandra wystraszyła się odrobinę, lekko wzdrygnęła i ponownie wsunęła komórkę do kieszeni. Agata obserwowała ją chwilę, aż jej córka trochę się uspokoiła, po czym niespodziewanie zapaliła światło. Ruda odruchowo zmrużyła oczy. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie wyglądała najlepiej. Na rzęsach została resztka maskary, która ocalała przy nagłym wybuchu płaczu, na twarzy malowało się najzwyklejsze zmęczenie po całym dniu, matka musiała też zauważyć jej szkliste oczy. Pół butelki wina to było dosyć dużo jak dla osoby, która na co dzień piła bardzo niedużo, właściwie wcale.
– Piłaś? – zapytała córkę z wyrzutem. Ruda miała wrażenie, że zadała to pytanie tylko po to, aby utwierdzić się w swoim przekonaniu. Zresztą trafnym. Być może usłyszała fragment rozmowy i niemiły ton, jakim Sandra obdarzyła rozmówcę, dlatego przyszła do kuchni. Kiedy już zapaliła światło, nie miała wątpliwości.
– Nie twoja sprawa. Jestem dorosła. – Wcale nie chciała tego mówić, ale czuła, że została przez nią sprowokowana. Powstrzymała się w ostatniej chwili, aby nie powiedzieć czegoś, czego mogłaby później żałować. W końcu Agata przy kolacji również nie stroniła od wina. Minęło już kilka godzin, pewnie wytrzeźwiała nieco. Sandra zaczęła pić dużo później i nadal szumiało jej w głowie. Nie pierwszy raz widziała matkę w takim nastroju, co nie znaczyło, że zdziwiła się odrobinę.
– Właśnie widzę – zakpiła. – Ładna koszula – dodała jeszcze, nieco kąśliwie. Nie miała już siły na słowne przepychanki, szczególnie z mamą, ale nie potrafiła nie odpowiedzieć.
– Owszem. To koszula Aleksa – odpowiedziała, wzruszyła ramionami i chciała już iść do swojego pokoju. Minęła Agatę, wtedy ona zapytała jeszcze, już spokojniej:
– Coś cię z nim łączy?
– Dlaczego pytasz? – Zatrzymała się i spojrzała jej prosto w oczy. Miały dokładnie taki sam kolor i kształt jak jej własne.
– Tylko z ciekawości – wyjaśniła Agata łagodnie.
– Jak myślisz, dlaczego do niego pojechałam? – Uśmiechnęła się delikatnie, ale raczej na samą myśl o nim.
– Naprawdę uważasz, że to chłopak dla ciebie? – zapytała jeszcze. Na twarzy jej córki wymalowało się zdziwienie, czego nie potrafiła nie zauważyć. – Ja myślę, że nie.
– Co ty mówisz w ogóle? – Sandra pokręciła głową z niedowierzaniem. – Dlaczego niby nie?
– Janusz mówił...
– Mamo – przerwała jej. – Ja znam Aleksa trochę lepiej niż ty.
– Dobrze – przytaknęła po chwili. – Tylko spójrz na siebie. Chyba mam prawo się martwić, prawda?
Sandra poczuła się tak, jakby nagle strzelił w nią jakiś piorun. Jej matka mówiła takie rzeczy?! Nigdy by się tego po niej nie spodziewała. Oczywiście wiedziała, że Agata zasugerowała się słowami ojca Aleksa, jednak sama jej reakcja była dla Sandry na tyle nowa, że na moment naprawdę oniemiała. Jako matka musiała się o nią martwić, ale nigdy nie zdarzyło się, aby okazywała to w taki sposób. Nie było sytuacji, aby o tym mówiła, ani o niej, ani o Marcinie.
– To nie przez Aleksa – odpowiedziała tylko, zresztą zgodnie z prawdą. Miała na myśli przede wszystkim swoje zmęczenie i płacz kilka godzin wcześniej, który był spowodowany trudną relacją z Frankiem. Tego już nie zamierzała mówić swojej mamie. – Dziękuję, za troskę, ale naprawdę... radzę sobie. – Minęła ją w końcu, mrucząc ciche pożegnanie, gdy usłyszała jeszcze głos Agaty za sobą:
– Zabezpieczaj się, nie chcę jeszcze zostać babcią. – Po czym Agata uśmiechnęła się i ruszyła w stronę salonu.
Wchodząc po schodach, na początku myślała, że się przesłyszała. Później doszedł do niej sens tych słów i przeszedł zimny dreszcz po plecach. To było dziwne, ale sama zasugerowała matce, co ją łączy ze Stelmachem. Na samą myśl o tym, chciało jej się śmiać. Postanowiła nigdy więcej do tego nie wracać, jednak jej plan legł w gruzach, gdy na piętrze spotkała Zośkę. Nastolatka pozbyła się już koszmarnej sukienki na rzecz liliowej piżamki. Swoje kruczoczarne włosy wycierała właśnie ręcznikiem.
– Hej, jak to jest z dwoma naraz? – zapytała. Ton jej głosu był wścibski, nie złośliwy. Widocznie uznała, że to dobry temat do plotek. Sandra nie odpowiedziała nic, przyglądała się osłupiona Zośce. – No bo ty z dwoma, nie? – Uśmiechnęła się szeroko, zadając to pytanie. Wyglądało na to, że nie jest pewna, jaką może usłyszeć odpowiedź.
– Nie, musiałaś coś źle zrozumieć – odpowiedziała w końcu ruda. Otworzyła drzwi do pokoju i weszła, a Zośka wkroczyła za nią. Sandra przewróciła oczyma. Zośka nie zauważyła tego. Zapewne i tak zignorowałaby fakt, że nie jest mile widzianym gościem w sypialni Sandry. Rozsiadła się wygodnie na łóżku, podkurczając nogi. To oznaczało, że nie miała ochoty szybko opuszczać pomieszczenia.
– Ja cię nie podejrzewam o trójkąt, taki, no wiesz... – zachichotała. Jej pruderyjne zachowanie wydało się Sandrze całkiem zabawne. Nie mogła się temu dziwić, w końcu Zośka była właśnie rozchichotaną nastolatką. – Bardziej chodzi mi o to, który z nich jest lepszy.
– Zośka, czy ty siebie słyszysz? Czy wy wszyscy dzisiaj poszaleliście? Najpierw matka, teraz ty...
– Słyszałam hałas z kuchni, więc się zainteresowałam. – Wzruszyła beztrosko ramionami i wydęła usta. – Później słyszałam rozmowę... Mogłabyś się podzielić doświadczeniem! – Zmieniła ton i powiedziała z wyrzutem. – Abym nie popełniała twoich błędów.
Sandrze jej propozycja odebrała mowę. Pomyślała o tym, że nikt nie powinien popełniać tych samych błędów, co ona. Przeniosła na nią swój pytający wzrok. Zośka wyraźnie oczekiwała jakiejś odpowiedzi.
– Bo ja nie do końca zrozumiałam rozmowę z twoją mamą i w związku z tym chciałam zapytać o coś innego – kontynuowała. – Nie chcę się domyślać, zdecydowanie wolę zapytać... Jakieś domysły mogłyby być przyczyną nieporozumień, prawda?
Jakakolwiek miałaby być jej prośba, Sandrze spodobało się ostatnie zdanie, bo Zośka miała rację. Nawet nie przypuszczała, że kiedykolwiek usłyszy z jej ust takie słowa. Jak się okazało, wieczór ten był pełen przeróżnych niespodzianek.
– Całkowicie się z tobą zgodzę – przytaknęła. – A teraz, do rzeczy, bo jestem naprawdę zmęczona.
– Jesteś w ogóle z Aleksem? – Zośka wypowiedziała te słowa z taką szybkością, że ruda nie była do końca pewna, czy dobrze je zrozumiała. Musiała zastanowić się ułamek sekundy, zanim odpowiedziała. Chociaż ta czynność wydawała się bardzo trudna, bo nie do końca wiedziała, czy powinna Zośce mówić cokolwiek.
– Nie, nie jestem.
– Oj, to dobrze – ucieszyła się i klasnęła w dłonie. W jej głosie wyraźna była ulga. Najwidoczniej kamień spadł jej z serca, gdy Sandra zaprzeczyła. – W takim razie, ja mam naprawdę szansę!
Ruda nadal patrzyła na Zośkę, która zaczęła ponownie głaskać swoje włosy ręcznikiem. Miała ochotę powiedzieć jej, żeby trzymała się od Aleksa z daleka, bo jej szanse były nikłe, aby on zwrócił na nią uwagę. Prawdopodobieństwo było tak naprawdę zerowe. Gdy miała się odezwać, do głowy przyszła jej inna myśl, zapewne spowodowana zmęczeniem i wypitym alkoholem, którego skutki jeszcze odczuwała.
– Zośka – zaczęła – może powinnaś sama się przekonać?
Nastolatka uśmiechnęła się pięknie i pożegnała serdecznym „dobranoc”. Po jej wyjściu ruda zaczęła krztusić się ze śmiechu. Zośka widocznie nie zrozumiała sarkazmu lub kompletnie go zignorowała, jednak to pierwsze było bliższe prawdy. Sandra pomyślała o tym, że teraz obie zasną, rozmyślając o tym samym mężczyźnie. Ironia losu.
Albo po prostu czarna dziura.

*

Dzień był bardzo słoneczny i ciepły, w parku czas spędzało mnóstwo osób. Sandra, siedząca na murku fontanny, rozglądała się, obserwując ludzi. Trochę niewygodnie siedziało się jej na zimnym betonie, jednak uznała, że chodzenie w kółko doprowadza ją do jeszcze większego szału. Centrum Poznania wyglądało naprawdę ładnie skąpane w promieniach słońca. Co jakiś czas przez ulicę Fredry przejeżdżał tramwaj, dając znać o normalnym życiu. Po drugiej stronie ulicy nieduża grupa ludzi, robiła zdjęcia na tle teatru.
Wyciągnęła nogi przed siebie i przyglądała się swoim butom. W pewnym momencie stanął przed nią mężczyzna, zauważyła tylko ciężkie buty i ciemne dżinsy. Spojrzała w górę i dostrzegła Franka. Miał na sobie motocyklową kurtkę, a w dłoni trzymał kask, więc nie miała wątpliwości, czym przyjechał na spotkanie.
– Nie wiedziałam, że jeździsz jednośladem – przyznała, a później dodała z żalem: – Ale chyba wiele o tobie nie wiedziałam.
– Widzę, że już podjęłaś decyzję. – Przysiadł się obok. Sandra nawet na niego nie spojrzała. Już czuła narastające napięcie. Wpatrywała się w budynek Opery Poznańskiej i milczała dłuższą chwilę. – Podobno mieliśmy rozmawiać – powiedział, nie odrywając od niej wzroku. Po chwili dotknął jej podbródka i delikatnym dotykiem zmusił, aby spojrzała mu w oczy. Oprócz ciepła nie poczuła nic więcej. – Sandra?
– Bo to wszystko było dla ciebie – zaczęła. – Nie chciałam, aby nam cokolwiek przeszkadzało. Byłam od początku szczera wobec ciebie, ale wobec samej siebie już nie. To moja wina, że akurat w tamten dzień był w moim pokoju. Nie powiedziałam wyraźnie, że go nie chcę, więc uznał...
– Ok, rozumiem – przerwał jej. Popatrzyła na niego z wyrzutem, że nie pozwala skończyć jej myśli.
– Naprawdę się nie spodziewałam. Myślisz, że pokazałabym się komukolwiek innemu nieubrana? Jeśli tak, to chyba naprawdę bardzo słabo mnie znasz – westchnęła. – Chciałam tylko wyglądać dobrze, dla ciebie, a ty uznałeś, że zrobiłam to specjalnie. Ok, nieważne... Myślałam o tym wszystkim i uważam, że zrobiłeś bardzo źle, spotykając się najpierw z nim, a nie ze mną. To wszystko moja wina, rozumiesz? Dlatego nie wiem, czy potrafię to naprawić.
– Zrywasz ze mną dla niego, tak? – zapytał lekko. – Po wczorajszym wieczorze doszłaś do takiego wniosku?
– Franek, nie kpij ze mnie... Sam masz na sumieniu Kasię. – Zdenerwowała się, chociaż nie chciała. Szybko wstała i stanęła przed nim. Odeszła na kilka kroków, zaczęła szybko oddychać. Wolała być spokojna przez całą rozmowę, jednak to się nie udało.
– Na sumieniu? – prychnął. – Posłuchaj, ja nie czuję do niej już nic, zupełnie. Taka jest pomiędzy nami różnica.
– Uważasz, że jest coś pomiędzy mną a Aleksem? – Zaśmiała się nerwowo. Wypowiedziała jego imię pierwszy raz przy Franku i poczuła się odrobinę nieswojo. Jego przeszywające spojrzenie spoczęło na niej, dlatego straciła rezon. Głośno przełknęła ślinę. – To nieprawda. Jedyne, co pomiędzy nami może być to czarna dziura. To znaczy… przepaść, wielka przepaść – powiedziała. Nie brzmiało to bardzo przekonująco, Franek na pewno się na to nie nabrał. Uśmiechnął się ładnie.
– Nie potrafisz kłamać, Sandra – stwierdził pobłażliwie. – To akurat wiem doskonale.
– Nie zrywam z tobą dla niego, tylko dla siebie. To mnie kosztuje za dużo. Zbyt wiele się dzieje – mówiła szybko, przy czym gestykulowała nerwowo. Kiedy to dostrzegła, schowała ręce do kieszeni płaszcza. Aby nie krążyć wokół niego nerwowo, usiadła z powrotem obok Franka.
– Spodziewałem się tego, naprawdę. Powinienem z tobą porozmawiać wcześniej, wiem, postąpiłem bardzo... – zastanowił się chwilę, później westchnął. – Tak, to nie jest powód do dumy. Później ciebie unikałem. Nie wiem dlaczego, ale to było głupie. Chociaż ty też unikałaś niektórych tematów. Gdyby nie Kasia, zapewne do tej pory nie wiedziałabyś, że jestem w Poznaniu, co?
– Tak, pewnie tak – przytaknęła. – W ogóle dowiedziałam się bardzo ciekawych rzeczy na wasz temat.
– Proszę cię – zaśmiał się. – To kompletne bzdury. Owszem, powiedziałem Kasi, że jestem na ciebie zły, tyle.
– Wczoraj wieczorem też u ciebie była...
– A ty byłaś u...
– Dobrze, ok. Nie kończ – przerwała mu hardo. Pożałowała, że o tym wspomniała. Wbiła wzrok w kolumny teatru, zupełnie tracąc ochotę na dalszą rozmowę. Franek miał rację, że coś czuła do Stelmacha. Obwiniała się, że to właśnie przez nią stracili coś oboje. To było bardzo nieprzyjemne uczucie.
– Sandra? – Spojrzała na niego pytająco. Jego zielone oczy były po prostu piękne. – Odwieźć cię?
Zaprzeczyła ruchem głowy.
– Dziękuję, przejdę się, ale jeszcze chwilę tutaj posiedzę.

11 komentarzy:

  1. A Franek i Sandra mieli stanowić cudną parę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznałam, że już nie będę nic zdradzać, ale to jeszcze nie jest koniec :P

      Usuń
    2. Oj, znając Twój potencjał to będzie się działo :D

      Usuń
    3. Ojej, aż się uśmiechnęłam, gdy to przeczytałam :D

      Usuń
    4. Wiesz, muszę sobie wyrobić względy u Ciebie, żebyś mnie nie zabiła po ukazaniu się 14 u mnie :D

      Usuń
    5. Przez przesady! Ja mogę jedynie trochę pomarudzić, a ogólnie jestem potulna jak baranek :P

      Usuń
  2. No tak. Miała ich dwóch na raz, teraz nie ma żadnego. Szkoda, że to tak na razie się skończyło. Sandra chcę dobrze dla samej siebie, rozumiem tylko trochę dziwnym kosztem. Franek i Aleks są w niej zakochani, chociaż mój Aleksito tego tak nie ukazuje, z jego strony widzę jakąś seksowną i chorą grę. <3 Dlatego go uwielbiam choćby nie wiem, co! :D
    A Franek...no. Byli razem, ukrywał trochę rzeczy i ma karę. A ona...dobra, jej nie bronie, sama sobie jest winna. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę, że na jej miejscu zrobiłabym tak samo. To dosyć rozsądne rozwiązanie, szczególnie biorąc pod uwagę to, że wcześniej w ogóle nie zastanawiała się nad relacjami z nimi xD
      Właśnie najdziwniejsze jest to, że ja tą jego grę nie za bardzo kontroluję i tak wychodzi... samo xD Może dlatego tak Ci się podoba? :D
      Ja tam uważam, to i tak jest wszystko jej wina, o! :P

      Usuń
  3. Rozdział przeczytałam w piątek, ale nie miałam weny na komentowanie. W sumie teraz też nie wiem, co napisać.
    Sandra chciała mieć Franka i Aleksa, teraz została sama. Sama jest sobie winna.

    Kaśka dolewa oliwy do ognia. Dopnie swego - będzie z Frankiem.

    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama bym pewnie miała pewnie problem z komentowaniem, szczególnie że ten rozdział jest taki, hm... przejściowy. Ale myślę, że nie w każdym musi się dziać bardzo wiele ;)

      Owszem, najważniejsze, żeby wyciągnęła z tego wioski xD

      Tak myślisz? Ja nic nie powiem xD

      Również pozdrawiam! :*

      Usuń

Dziękuję z opinię!