piątek, 13 grudnia 2013

Epilog


Chłodny wiatr dawał znać, że zima się jeszcze nie skończyła, miasto nadal było szare, ale zza chmur nieśmiało wyglądało słońce. Wszyscy czekali na te choćby najmniejsze, ciepłe promienie, które zapowiadały wiosnę. Powietrze się zmieniło, stało się łagodniejsze, mimo że był dopiero marzec. Jednak wiele wskazywało na to, że niedługo zimne dni się skończą, a miasto nabierze kolorów i w końcu podzieli się swoim urokiem, którego Sandra nie dostrzegła przez ostatni miesiąc. 
Sandra wysiadła z tramwaju i rozejrzała się niepewnie, omiotła wzrokiem kamienice po jednej stronie ulicy Głogowskiej i zastanawiała się, gdzie w okolicy może być park. W pierwszej chwili nie wiedziała, czy znalazła się w odpowiednim miejscu, ale napis na wiacie przystanku oszpeconego napisami i reklamami poinformował ją, że dobrze trafiła. Podążyła za tłumem do najbliższego przejścia dla pieszych. Zrozumiała, że powinna kierować się w stronę białego muru, za którym rosły drzewa i krzewy.

niedziela, 1 grudnia 2013

34. Fabryka dziur

Sandra wyjrzała za okno. Gdzieś w oddali szczekał pies, dziewczyna usłyszała zatrzymujący się przy przystanku autobus, głośniejsze rozmowy przechodniów i krzyki dziecka. Na niebie nie było nawet najmniejszej chmury, słońce znowu mocno świeciło – pierwszy tydzień maja zdecydowanie rozpieszczał mieszkańców Poznania piękną pogodą. Zapowiadała się leniwa niedziela. Mimo wszystko dziewczyna miała ochotę zostać w mieszkaniu Aleksa i cieszyć się w samotności jego towarzystwem.
Rozejrzała się po pokoju, wzrok instynktownie spoczął na łóżku – było pościelone. Później omiotła wzrokiem regał z książkami i biurko. Wzięła z krzesła swoją małą torebkę i westchnęła. Wcale nie miała ochoty opuszczać tego pomieszczenia, które stało się dla niej pewnego rodzaju ostoją. Czuła, że na zewnątrz może czaić się jakiś niebezpieczeństwo, ale wciąż powtarzała sobie, że to irracjonalne i nie powinna się niczego obawiać, a już na pewno nie z Aleksem u boku. Wtedy spojrzała na swoją bransoletkę – nawet jeśli nie miałaby żadnego sentymentalnego znacznie, to po prostu była piękną ozdobą. Sandra uśmiechnęła się mimowolnie.